Akademia Sztuk Pięknych

w Warszawie

Bezpłatny kurs grafiki cyfrowej dla seniorów

Opublikowano 13 czerwca 2019

Mirosław Urbaniak o sobie:

 

Urodziłem się w czasach kiedy papier i słowo drukowane było wyrocznią.

Dawno temu.

Rysowałem odkąd pamiętam i chociaż brzmi to jak frazes i wątpliwa rekomendacja, to spotkania rodzinne spędzałem leżąc na podłodze pod stołem, pomiędzy stopami biesiadni­ków, zapełniając bazgrołami kolejne zeszyty przeznaczone na matematykę albo język polski…

Zacząłem edukację artystycz­ną pod wpływem pierwszych numerów Magazynu „Relax”Mistrz Rosiński napisał w jed­nym z nich, że trzeba się uczyć rysować, trenować i najlepiej zacząć od liceum plastycznego a potem podążać dalej.Zamarzyłem że zostanę rysownikiem i będę tworzył obrazkowe historyjki ku uciesze czytelników/oglądaczy. Jednak inaczej niż wyobrażał to sobie Mistrz Grzegorz i ja, liceum plastyczne szybko przekonało mnie, że komiks to strata czasu. Było mi przykro, ale muszę przyznać że wtedy już było za późno żeby zawrócić. Otworzy­łem się na inne gatunki sztuki, w czym niewątpliwie pomogło zamieszkanie w internacie szkół artystycznych (buziaki dla braci muzycznej!). Czasy były bardzo twórcze, zmieniało się wszystko wokół. Wobec tego postanowiłem, że tak czy owak będę żył ze sztuki i ze sztuką.

Żeby tchórzliwie uniknąć pa­triotycznego obowiązku służby w Ludowym Wojsku Polskim, podążyłem raz obraną drogą, dopasowując się do zastanej sy­tuacji. Tylko od czasu do czasu jak czkawka wracały do mnie rysuneczki z dymkami.

Dostałem się na ASP zaraz po maturze, pomachałem więc ofi­cerom z WKU na pożegnanie i rozpocząłem studia. Pięć lat do przodu… i byłem absolwentem katedry Komunikacji Wizual­nej Zamiejscowego Wydziału Grafiki Katowicach Akade­mii Sztuk Pięknych w Krako­wie. Skończyłem studia zanim Wydział został pełnoprawną uczelnią i nomenklatura stała się krótsza i przejrzystsza. Ważne w tym długaśnym tytule były dla mnie słowa „Komuni­kacja”, „Grafika”, „Sztuka”. I Katowice.

Po krótkim okresie pracy jako projektant graficzny, wróciłem do marzenia o opowiadaniu historii obrazkami i zostałem przez ówczesnego dyrektora artystycznego Jacka Frączaka zatrudniony w „Życiu War­szawy”. Stałem się członkiem zespołu rysowników, którzy na początku lat 90-tych ubiegłego wieku zamieszali trochę na ryn­ku prasowym.

Kilka lat później i parę ko­lejnych zwrotów w karierze i powróciłem do rysowania komiksów. „Biedronką” udało mi się wygrać jedną z edycji konkursu na komiks o Powstaniu ‘44, or­ganizowanego przez Muzeum Powstania. Wydałem swój debiutancki album „Un Western dans la Poche”, po którym z wielkimi oporami materii ukazały się dwa kolejne albumy „Dr Jackall & Miss Hype” „Harmonijka”. Ten ostatni ukończyłem już w Londynie, do którego zawiał mnie wraz rodziną kolejny podmuch. Tutaj też skontaktował się ze mną Przemysław Olszewski, wydawca serii „Praga Gada”. Pierwsze zlecenie było ekspre­sowe. Wystąpiłem w roli koła ratunkowego i jestem dumny, że nie tylko udało mi się wyko­nać plan, ale również zdobyłem zaufanie Wydawcy. Od tej chwili mój udział w projekcie wzrastał i osiągnął w ostatniej odsłonie rozmiary niemal peł­nowymiarowego albumu.

Wdzięczny jestem Przemkowi Fundacji Animacja za tę szansę ponownego wstąpienia w buty komiksiarza. Formuła antolo­gii, krótkie formy narracyjne i bardzo krótki cykl produkcji, daje okazję do wypróbowania wielu różnych stylistyk i metod narracji. Kolejne tomy stały się dla mnie poletkiem doświad­czalnym. W krótkich formach, zajmujących kilka plansz, można wypróbować koncepcje, które w przypadku realizacji pełnego albumu mogłyby się okazać nie tylko pomyłką, ale wręcz przekleństwem. Zobo­wiązanie się do narysowania 46 plansz w technice, która nie tylko nie sprawia po kilku tygo­dniach przyjemności, ale staje się ograniczeniem, lub mozo­łem, jest nie lada wyzwaniem. W sytuacji, kiedy na realizację albumu poświęca się kilka, nawet kilkanaście miesięcy codziennej pracy, może to być zdecydowany krok ku depresji!

Komiks, podobnie jak ilustracja prasowa, jest takim gatunkiem sztuki, który w pełni istnieje dopiero w druku, w albumie, magazynie, na przedostatniej stronie gazety, czy nawet w fanzinie drukowanym na kserokopiarce. Można spędzić całe życie rysując historyjki, komponując wspaniałe kadry i oszałamiające plansze, ale do­piero forma którą uzyskują po przetrawieniu przez maszynę drukarską w pełni pokazuje co są nasze działania warte.

I za możliwość przetestowania swojej wartości bardzo Przem­kowi „Praga Gada” dziękuję!