Projekt New York-Opatowiec
„My, ludzie, zamieszkujemy obrazy. Zawsze tak było. Projektujemy nasze marzenia, licząc na to, że przełożą się na rzeczywistość. Historia człowieka jest historią życia zbiorowego i miejsca gdzie się ono toczy: miasta. A zatem jest również historią tego, jak człowiek wyobrażał sobie miasto i marzył o nim. Doskonałe, idealne, radosne miejsce gdzie panuje harmonia. I gdzie nie gości strach.”
„Obraz końca, miasta idealnego przeciwstawia się nieuchronnie obrazowi (i często się na niego nakłada) początku: Raju. Miasto i Raj, koniec i początek. Biblia rozpoczyna się od opisu Raju i zamyka opisem niebieskiego Jeruzalem. Nie ma między nimi trzeciego miejsca, miasta człowieka.”
Marco Filoni Anatomia Oblężenia. Strach w mieście
Zawsze fascynowało mnie miasto. Dorastałam w otoczeniu natury, a oglądane w telewizji metropolie były jej zupełnym zaprzeczeniem. Były pomnikiem poskromienia przez człowieka przyrodzonego chaosu i zastąpienia go własnym, zaplanowanym. Czułam jednak, że to one są wyznacznikiem – jesteśmy tak wielcy jak nasze miasta, nasz rozwój, nasze marzenia. W swojej skomplikowanej strukturze przedstawiają nakładające się na siebie czasy, toczące nieskończoną walkę. Nowa wizja wypiera starą bądź na odwrót, w nielicznych przypadkach dochodzi też do spotkań. Ten cykl w XXI wieku można sprowadzić do bardzo empirycznego wymiaru – świateł miast. W Warszawie pierwsze latarnie elektryczne rozbłysły w 1906 roku. Nowy Jork zaczął być oświetlany elektrycznymi lampami na szeroką skalę 4 września 1882 roku. Budynek „New York Timesa” był jednym z pierwszych oświetlonych tego dnia dzięki uruchomionej przez Thomasa Edisona elektrowni na Pearl Street. Rozwój, który został wówczas zapoczątkowany, towarzyszy nam do dnia dzisiejszego.
Podejmując się projektu „New York-Opatowiec”, chciałam przede wszystkim sprawdzić coś bardzo prostego, czyli gdzie jako artystka, człowiek i kobieta powinnam ulokować swoje marzenia. Co oferuje najmniejsze miasto w Polsce, czego nie może zaoferować mityczny Nowy Jork? Gdzie w tym wszystkim jest Warszawa, z którą wiążę swoją przyszłość? Te banalne pytania są przecież wpisane w codzienność naszej egzystencji.
Światło miast jest ich podstawowym ekwiwalentem zarówno jako metafora, jak i fizyczny wpływ fal elektromagnetycznych na siatkówkę oka. By mówić o świetle, należy cofnąć się do tego, czym było u podstawy, do ognia rozświetlającego jaskinie. Odstraszając drapieżniki, umożliwiając ugotowanie posiłku czy wreszcie zbierając wokół swojego ciepła ludzi, ogień, ten zaplanowany, równał się bezpieczeństwu.
Chroniona przez światło
Według prognoz ONZ do 2050 roku w miastach będzie mieszkać około 68-70% mieszkańców globu. W 1882 roku, gdy Thomas Edison rozświetlił elektrycznością Nowy Jork, było to około 12%. Ci wszyscy ludzie, my wszyscy, mieszkamy, pracujemy, wykonujemy czynności, z których składa się nasza codzienność, w oświetlonych budynkach. Pragniemy, by fasada kamienicy, w której mieszkamy, była rozświetlona, by móc znaleźć klucze albo zobaczyć, czy ktoś nie stoi pod drzwiami. Więcej ludzi zgrupowanych na jednej przestrzeni to więcej świateł mających nas chronić, przed nami samymi. Będąc w Nowym Jorku spałam na czterdziestym piętrze. Z okien mojego pokoju widziałam budynek ze szkła, zaraz po przeciwnej stronie ulicy. Wszystkie poruszające się uliczne światła, odbite przez ten budynek, trafiały pośrednio w okna mojego pokoju. Światła policji budziły mnie ze snu. Jednak schodząc na poziom ulicy, odczuwając jej dzikość i niebezpieczeństwo, podświadomie cieszyłam się z każdego przejeżdżającego patrolu. Oddawałam się we władanie poczucia bycia chronioną, chronioną przez światło.
Miasto według męskiego snu
Tu pojawia się sylwetka kobiety. Samo miasto, jak śpiewał James Brown, wyszło z ciemności (czy wręcz powstało) na bazie projektów i siły mięśni mężczyzn. To oni dzierżyli władzę niezbędną do tego, by przekształcać fantazmatyczną wizję w rzeczywistość. Jeśli wierzyć, że zamieszkujemy wyobrażone obrazy, to w dużej mierze bazują one na męskich wyobrażeniach. Oczywiście po drodze świat zupełnie się zmienił, ale siatka miast, architektura i pewne systemy pozostały bez zmian. Czy gdyby kobiety wymyślały miasta, byłyby w nich ciemne zaułki? A może w ogóle nie byłyby ze szkła? Tego nigdy się nie dowiemy, podobnie jak tego, czy byłyby one lepsze. Jednak idąc przez miasto, jednocześnie będąc kobietą, posiadając ciało odczytywane społecznie jako kobiece, doświadcza się tej samej przestrzeni inaczej niż osoby funkcjonujące w niej jako mężczyźni. W kryminologii od lat 70 funkcjonuje pojęcie fear-gender paradox. Fear-gender paradox to zjawisko, w którym kobiety przeciętnie deklarują większy lęk przed przestępczością i codziennymi zagrożeniami niż mężczyźni, mimo że statystycznie to mężczyźni częściej padają ofiarą przemocy fizycznej. Badacze tłumaczą to między innymi większym zagrożeniem przemocą seksualną, różnicami fizycznymi oraz socjalizacją uczącą kobiety większej ostrożności. Jednocześnie mężczyźni są częściej wychowywani do tłumienia i nieokazywania strachu. Uważam, że miasto i fantazmat miasta działają w nas równolegle.
Światło jako obietnica
Gdy miejska codzienność rozczarowuje, pojawia się wyobrażenie tego, co tuż za rogiem, tego, co przyszłe. W mieście możliwości zdają się być nieskończone. Działa to trochę jak narkotyk, dlatego z takim echem spotykają się historie o tych, którzy rzucili wszystko i uciekli gdzieś na wieś, przerywając tym deliryczną spiralę. Z drugiej strony osoby z mniejszych miejscowości, jak tytułowy Opatowiec, często pragną, by ich okolica nosiła w sobie choć namiastkę metropolii. Tak zamiast nastrojowego, kurortowego światła montują na swoich ulicach białe ledowe latarnie. „New York–Opatowiec” stał się dla mnie próbą uchwycenia momentu, w którym marzenie o mieście spotyka się z biologicznym doświadczeniem ciała. Niezależnie od tego, czy patrzymy na Manhattan z czterdziestego piętra czy na pojedynczą latarnię w najmniejszym mieście Polski, światło pozostaje obietnicą: że jesteśmy bezpieczni, że ktoś czuwa, że przyszłość jeszcze się nie skończyła.
Sama instalacja to świecący obiekt przestrzenny o tytule My City. Przez rozświetlone nocą miasto samotnie i pewnie idzie kobieta, a właściwie jedynie jej cień. Towarzyszy jej mysz, małe miejskie zwierzę, które podobnie jak ona nauczyło się istnieć w świecie zbudowanym z nie swoich marzeń. fragment tekstu towarzyszącego, przygotowanego przez fizyka Tymona Frelika: Światło emitowane przez miasto, z latarni, okien, reklam, nie rozchodzi się wyłącznie w poziomej przestrzeni, w której na co dzień się poruszamy, i którą przeważnie chcemy naświetlać. Istotna część tego światła trafia do atmosfery, gdzie ulega rozproszeniu na cząsteczkach powietrza, kroplach wody i drobinkach pyłów. Kolejna część rozproszonego światła dociera z powrotem do powierzchni Ziemi, tworząc charakterystyczną łunę. W efekcie osoba obserwująca widzi rozświetlone niebo, nawet jeśli źródła światła nie znajdują się w jej polu widzenia.
W ramach projektu Nowy Jork-Opatowiec dokonaliśmy szeregu pomiarów jasności nocy w różnej wielkości ośrodkach miejskich. W tym celu wykorzystaliśmy ręczny miernik jasności nieba Sky Quality Meter – L (SQM-L). Szacuje się, że 83% populacji świata żyje pod zanieczyszczonym świetlnie niebem oraz że nad 23% powierzchni Ziemi obserwuje się skyglow. Nasze pomiary, wykonywane z perspektywy bliższej codziennemu, ludzkiemu doświadczaniu światła, malują obraz nocnego miasta jako środowiska znacznie jaśniejszego, niż wynikałoby to z samych obserwacji łuny na niebie.
Projekt finansowany ze środków budżetu państwa, przyznawanych przez Ministra Nauki w ramach Programu „Perły nauki II”.

