Używamy ciasteczek

Strona dla prawidłowego działania wymaga plików cookies. Szczegóły ich wykorzystania znajdziesz w Polityce Prywatności.
Wersja
7 maja 2026 w Pałacu Czapskich odbędzie się wernisaż wystawy Marka Ejsmonda-Ślusarczyka „Przedmiot, którego nie ma”. Ekspozycja stanowi próbę wejścia w sposób widzenia artysty, dla którego malarstwo, rysunek i fotografia były jednym, nieustannie pulsującym procesem.

Marek Ejsmond-Ślusarczyk (1974-2024)

Marek Ejsmond-Ślusarczyk zadebiutował jako artysta w 2000 roku, tuż po dyplomie na Wydziale Malarstwa warszawskiej ASP. Szybko zyskał rozpoznawalność – nie tylko dzięki swojej niezwykle charakterystycznej twórczości opartej na motywie elipsy, ale też dzięki niebanalnej osobowości. Był laureatem licznych nagród, uczestnikiem międzynarodowych wystaw i stypendystą Ministerstwa Kultury. W 2009 roku został odznaczony tytułem „Zasłużony dla kultury polskiej”.

Między obrazem a pamięcią

Pośmiertna wystawa twórczości Marka Ejsmonda-Ślusarczyka w Pałacu Czapskich nie została pomyślana jako klasyczna retrospektywa. Kuratorska opowieść prowadzi nie chronologią, lecz sposobem pracy, który – paradoksalnie – ujawnia się najpełniej właśnie teraz, gdy można spojrzeć na dorobek autora w perspektywie zamkniętej całości. Każda sala to inny rytm, inne napięcie, inna temperatura koloru. Nie ma granic między mediami, gdyż malarstwo, rysunek i fotografia tworzą ciągły przepływ: od obiektywu do kreski, od kreski do koloru. To, co zaproponowałam widzom, jest próbą rekonstrukcji sposobu widzenia artysty: od pierwszego impulsu rejestracji świata po moment, w którym obraz oddalał się od swojego źródła, rozpadał się i przekształcał w autonomiczną formę. 

Cztery sekwencje widzenia

Układ pokazu został zbudowany wokół czterech sekwencji: zatrzymania, analizy, napięcia oraz rozpadu. Każda z nich odpowiada nie stylowi ani okresowi życia, lecz fazie pracy. Zatrzymanie pokazuje impuls. Najczęściej była nim natura. Analiza odsłania narzędzie rozbioru formy. Napięcie skupia się na kondensacji doświadczenia. Rozpad natomiast prezentuje moment, w którym obraz ulegał rozbiciu. Owa redukcja prowadziła do syntezy, do znaku. Te cztery stany nie układają się w liniową narrację. Raczej krążą wokół siebie, powracają, zapętlają się, sugerując, że praktyka artysty miała charakter cykliczny, a nie progresywny. To nie ilustracja rzeczywistości. To jej dekonstrukcja. Każda praca jest pytaniem, jak wygląda świat, kiedy przestajemy ufać pierwszemu spojrzeniu?

Wystawa jako rozmowa z twórczością

Tytułem ekspozycji uczyniłam fragment z bardzo bliskiego Markowi wiersza Zbigniewa Herberta „Studium przedmiotu”. Zaczyna się od słów:

najpiękniejszy jest przedmiot

którego nie ma

Wystawa zaprasza do poszukiwania w obrazach takiego właśnie przedmiotu, który nie jest konkretny ani realny i – jako taki – nie potrzebuje interpretacji, wręcz wymyka się jej. 

Podziemna przestrzeń Galerii -1 nie została potraktowana jako neutralne tło, lecz jako aktywny uczestnik opowieści. Półmrok i kameralność pomieszczeń sprzyjają czytaniu prac w skupieniu, jak w archiwum lub pracowni badawczej. Nie zrekonstruowałam atelier artysty
w sensie dosłownym; chciałam raczej stworzyć widzowi możliwość poruszania się pomiędzy etapami pracy, szkicami, wariantami i śladami decyzji. Z tego powodu powstałe w ostatnich miesiącach życia i nigdy wcześniej nie prezentowane portrety zostały włączone w ciąg interpretacyjny jako narzędzia myślenia wizualnego, dowody w toku procesu. Jeden jest wizerunkiem własnym artysty, pozostałe ukazują osoby bliskie Markowi. W ten sposób ekspozycja nie celebruje jedynie najlepszych, ukończonych form, lecz odsłania chwile najtrudniejsze, momenty ryzyka, gdyż one także są nieodłączną częścią rzetelnej pracy artystycznej.

Przedwczesna śmierć twórcy nie stała się punktem dramaturgicznym ekspozycji. Celowo unikałam retrospektywy-pomnika, tonu monumentalnego oraz narracji heroizującej. To raczej spacer przez sposób widzenia Marka, spojrzenie jego oczami… Galeria -1 stała się archiwum gestów – ręki, oka, błysku migawki, a wystawa – rozmową. Między obrazami, a widzami. Między tym, co skończone, a tym, co wciąż pracuje w oku.

W ciszy kroków sztuka zaczyna mówić najgłośniej.

Obecność poprzez obraz

Motywem przewodnim uczyniłam „obecność poprzez obraz”. To hasło łączy wystawę z przygotowanym specjalnie na nią filmem o twórczości Ejsmonda-Ślusarczyka. Mój scenariusz spotkał się z wrażliwością Barbary Gandys i Edyty Antonowicz, byłych studentek Marka. Efekt jest śladem spojrzenia, które pozostanie po artyście. Autora już z nami nie ma, ale to nie jest narracja o odejściu, tylko o trwaniu procedur artystycznych. Podobnie ekspozycja nie ogranicza się do prezentacji dorobku, lecz odsłania konsekwentną metodę artystyczną i ujawnia obecność. Taką, która zostaje długo po wyjściu. Zapis gestu, który przetrwał autora.

To, kim był Marek, jest w tej opowieści i w spojrzeniu każdego widza. Ufam, że uwidoczniony na wystawie sposób patrzenia może stać się punktem wyjścia dalszych pokazów.

Tekst: Agata Myjak

Kuratorka, autorka tekstu kuratorskiego i koncepcji wystawy: Agata Myjak

Współpraca: Blanka Mikołajczyk

Projekt plakatu: Mateusz Machalski, prof. ASP

Promocja: Adrian Szafrański, Zofia Kawecka

Koordynacja: Viktoriia Stetsiuk 

Film „Obecność poprzez obraz” 

Scenariusz i reżyseria: Agata Myjak

Zdjęcia, montaż, udźwiękowienie: Barbara Gandys, Edyta Antonowicz

Co, gdzie, kiedy

Marek Ejsmond-Ślusarczyk „Przedmiot, którego nie ma”

Pałac Czapskich, Galeria -1, Krakowskie Przedmieście 5

Wernisaż: 7 maja 2026, godz. 19:00

Wystawa: 7–30 maja 2026